środa, 30 maja 2018

56) Dawniej a dziś

~Dzień dobry, cześć i czołem!
Po drugiej stronie monitora Wasza GalaxisLPS, oczywiście! Jak mogliście zauważyć, ostatnio napisałam notkę o Nikiszowcu. Nie jest już ona jednak dostępna. Dlaczego? Po pierwsze; to było jedno wielkie gówno, po drugie; mam o stokroć lepszy pomysł na wykorzystanie fotografii, które tworzyły całą strukturę owego posta. Mianowicie wykorzystam je do dzisiejszego tematu, gdyż odnoszę wrażenie, że po prostu bardziej się do niego nadają.

O czym będziemy zatem mówić? Z racji, iż w LPS'owym internecie siedzę już dobre cztery lata, mogę zauważyć pewne dość znaczące różnice w zachowaniu, podejściu oraz wypowiadaniu się innych Ritorupetto (omggg, kocham to słowo ;D). Dzisiaj właśnie o owej odmienności sobie powiemy.

[1.] FAKE POP LPS
Niegdyś, och pamiętam to, jak gdyby było to wczoraj, Pet Shop'y takie jak na przykład #909, #391 czy chociażby #675 były czymś w rodzaju "ekskluzywnych towarów". Posiadały je tylko osoby słynące ze znajdowania genialnych ofert oraz niesamowitej wiedzy na temat Littlest Pet Shop. Aktualnie sprawa przedstawia się odrobinę inaczej - co wejdzie się  bowiem na LPSTube, widać, iż kolejno co drugi użytkownik posiada te największe rarytasy, plus nieraz jeszcze do tego, żeby było śmiesznie, Comic Con Kitty. Do czego zmierzam? Czy według mnie jest to coś złego? Jasne, że NIE!! Przynajmniej nie byłoby złe, gdyby te wszystkie figurki były oryginalne... Tak, moi drodzy, żyjemy w czasach, gdzie Chińczycy opanowali niemalże do perfekcji sztukę tworzenia LPS i, no niestety, przez odrobinę nieuwagi łatwo możemy wpaść w ich 'chińską zasadzkę'. Podsumowując; na dziś dzień ogrom ludzi łapie się na podrobione Petki, gdyż ogłoszeń promujących je jest coraz więcej i więcej.

[2.] CENY LPS
W tym podpunkcie nawiążę odrobinę do poprzedniego. A więc tak, ekhehem! Dawniej, z tego co zauważyłam, ludzie częściej szukali dobrych ofert. Co mam na myśli? Dość rzadko dało się słyszeć, iż ktoś dał za figurkę standardowego POP'a dajmy na to siedemdziesiąt złotych. Znaczna część dawnych Ritorupetto przesiadywała godzinami na OLX/Allegro w poszukiwaniu jak najniższych cen wymarzonych figurek. Teraz ludzie są zdolni dać za pierwszego lepszego shorta nawet sześćdziesiąt zyla. Nie powiem, ja również nie jestem święta... Czasami bowiem wolę wydać więcej i mieć 99% pewności, że zakupiłam oryginała niż wydać mniej i funkcjonować w lekkim stresie. Myślę, iż nie tylko ja tak mam :)

[3.] LPSTUBE
Wiem, doskonale wiem, że wspominam o tym strasznie często, jednakże przy takowym poście grzechem by było do tego się nie odnieść. Gdybyśmy cofnęli się w czasie i trafili do mego kochanego 2014 roku, po czym weszli na YT z dopiskiem "LPS", nie zobaczylibyśmy tam ogromu tagów, vlogów, wyzwań, ale całe rakowisko najrozmaitszych, różnych seriali. Tak. Mi osobiście ta formuła odpowiadała dużo bardziej, natomiast ja tu nie mam nic do gadania, gdyż jest to kwestia czystego gustu. Dobra, nie będę tak po polsku tylko narzekać - powiem także coś pozytywnego! W śród wideo nagrywanych i sklejanych w apkach pokroju Viva Video oraz Kinemaster, znajdują się również takie, od których projekcji nie da się wręcz oderwać wzroku. Ogółem statystyczny poziom polskiego LPSTube się podniósł, a to wszystko dzięki twórcom takim jak XerdolekTV╰☆☆ ʟᴘssᴋʏʟʟᴀ ☆☆╮, AlendraLPS i można by tak jeszcze wymieniać i wymieniać... Dziękuję dziewczyny! Całym moim mrocznym serduszkiem doceniam Waszą wspaniałą pracę oraz niesamowity wysiłek i zaangażowanie jaki wkładacie w Wasze filmy! Róbcie to, co robicie! Dzięki jeszcze raz!

[4.] MIASTO LPS
Swego czasu zewsząd dało się słyszeć "moje miasto LPS to, tamto i owamto...", natomiast aktualnie kult takowego tworzenia społeczności swoim Petkom zanika. Czemu? Tego już nawet i ja nie wiem, jednakże spekuluję, iż jest to spowodowane tym, że wchodzimy w zupełnie nową erę kolekcjonowania. Nic nie trwa wiecznie - moda na miasta LPS ewidentnie dobiega końca. Z moich obserwacji wynika, iż coraz mniej ludzi odczuwa bowiem potrzebę tworzenia podobnej przestrzeni do zabawy, ba coraz mniej osób się bawi. Nie jest to ani złe, ani dobre - tak po prostu działa życie. Zdarzają się jednak persony, jak na przykład ja, które całą duszą pragną posiadać owe miasto, lecz niestety ze względu na skandalicznie mały rozmiar swojego pokoju nie mogą sobie na to pozwolić.

Okii, to chyba były te najważniejsze i najbardziej rzucające się w oczy różnice.
Mam szczerą nadzieję, iż w miarę miło czytało Wam się ten wpisek-lisek :)

Na zakończenie mam przyjemność zaprezentować Wam trójcę moich nowych Littlest'ów:

Na samej górze stoi Brooklyn, która u mnie nazywa się Saya (kto oglądał anime "Blood+"??), natomiast pod nią, znana wszystkim Luna, którą przechrzciłam na Karmel. Niestety nie myślałam jeszcze tak dokładnie nad ich charakterami, jednakże w międzyczasie postaram się je rozpracować :)

Chwila, Galaxis, mówiłaś, że masz nowe trzy Pet Shop'y!!!!!!
Bo mam:

Poznajcie bezimiennego i bezpłciowego smoka, grającego Licho w mym jakże wspaniałym serialu - "Power Of Amber".

Swoją drogą Placuszki powstały z martwych!! W przeciągu tygodnia pojawiły się tam cztery filmy! Jak na mnie to wow! Jestem chora, z racji tego siedzę i gniję w domu, napiszę więc scenariusz i być może do niedzieli ukaże się jakieś nowe wideo ;33

Na tym zakończę.
Dzięki za przeczytanie!

Bądźcie zdrów,
zdobywajcie przyjaciół,
do zobaczenia,
no i cześśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśśś!

sobota, 12 maja 2018

55) LPS Collector's Journals

~Neyin!
Witam Was w kolejnej majowej notce :3 Dziś zajmiemy się sprawami iście kolekcjonerskimi, mianowicie pomówimy sobie o seriach dzienników kolekcjonerskich. Szczerze, już dawno mnie one interesowały, natomiast wczorajszej nocy wpadłam w ponowny, jeszcze większy 'trans zainteresowania' i... zarwałam nockę by dowiedzieć się o nich jak najwięcej, bywa.

Zanim jeszcze zaczniemy, podzielę się z Wami krótką historią. Wczoraj postanowiłam, że wyjdę szybciej z domu by móc wykonać ładne zdjęcia do zaplanowanego posta przed moim treningiem karate. No i fajnie, wyszłam. Chodziłam po różnych, nieraz rzadko uczęszczanych, kawałkach mojego osiedla, modląc się by nie spotkać nikogo z mojej klasy. Jak myślicie, spotkałam kogoś? Oczywiście, że tak!!! Gdy szłam jakąś zapomnianą, brzydką dróżką, trzymając moje LPSy w rękach, natrafiłam na trzy osóbki jadące na rowerach... Gadałam z nimi, co prawda, normalnie, jednakże jedno jest pewne - będą ploty :/

Gdy wracałam z karate, na pocieszenia na niebie pojawiła się przepiękna tęcza 🌈🌈

Dobra, pora na rozwinięcie prawidłowego tematu, czyli 'Dzienników Kolekcjonerskich'.
Ekhehem, a więc jest ich sześć (kolejność chronologiczna):
[1.] Collector’s Journal #1 – dziennik kolekcjonera
[2.] Collector’s Journal #2 – dziennik kolekcjonera
[3.] Collectors Diary – dziennik kolekcjonerów
[4.] My Collector Diary – mój dziennik kolekcjonerski
[5.] Pet Sitters Club Collection Handbook #1 – poradnik klubu zwierzęcych opiekunów
[6.] Pet Sitters Club Collection Handbook #2 – poradnik klubu zwierzęcych opiekunów

Oki, ale powoli, wyjaśnijmy sobie to wszystko od początku. Kojarzycie może pojęcie Mail Orders? To zwierzaki za naklejki, takie jak; kiwi #2015 czy np. dziobak #1395. Ażeby je otrzymać należało uzbierać określoną liczbę naklejek (bodajże było ich osiem) i wymienić w danym punkcie sklepowym na LPS - tak przynajmniej wyglądało to w Polsce. Za granicą natomiast było z tym odrobinę więcej zabawy, gdyż wypełnioną broszurkę trzeba było wysłać do siedziby Hasbro, na którą oni odpowiadali w postaci odesłania nam naszego Mail Order'a. Tak w ogóle, 'mail order' w wolnym tłumaczeniu oznacza 'zamówienie pocztowe'. Ale chwila, Galaxis, po co to wszystko? Uwaga, Dzienniki Kolekcjonerskie w dużym stopniu łączą się z Mail Order'ami, bowiem powstały one, aby w pewien sposób wypromować, rozreklamować akcję "Petki za naklejki". Owe Dzienniki to nic innego jak trochę bardziej wypasione broszury, w których mogliśmy znaleźć naklejkę na start oraz jednego Littlest'a.

↓Omówimy sobie teraz wszystkie po kolei↓

[1.] Collector’s Journal #1
Petki z tej edycji do sklepów trafiły w 2008 roku i promowały pojawienie się pierwszej koali (#872). Gdzieniegdzie są one pokryte piękną, metaliczną farbą.

Nazwa: Angora
Numer seryjny: #868
Średnia cena: $20 (ok. 80zł.)

Nazwa: Paw
Numer seryjny: #869
Średnia cena: $10 (ok. 40zł)


Nazwa: Kitten
Numer seryjny: #870
Średnia cena: $15-25 (60-80zł)


Nazwa: Corgi
Numer seryjny: #871
Średnia cena: $13-20 (52-80zł)

[2.] Collector’s Journal #2
Seria trafiła na sklepowe półki w 2009 roku by celebrować wydanie słonia #1086.

Nazwa: Chihuahua
Numer seryjny: #1082
Średnia cena: $10 (ok. 40zł)

Nazwa: Pers
Numer seryjny: #1083
Średnia cena: $8-10 (32-40zł)


Nazwa: Pingwin
Numer seryjny: #1085 (duplikat numerkowy)
Średnia cena: $5 (ok. 20zł)

Nazwa: Pingwin
Numer seryjny: #1085 (duplikat numerkowy)
Średnia cena: $5 (ok. 20zł)

[3.] Collectors Diary
Edycję włączono do sprzedaży w 2010 roku z okazji wyprodukowania pierwszego dziobaka (#1395).


Nazwa: German
Numer seryjny: #1421
Średnia cena: $20-30 (ok. 80-120zł)

Nazwa: Małpa
Numer seryjny: #1422
Średnia cena: $10 (ok. 40zł)


Nazwa: Biedronka
Numer seryjny: #1423
Średnia cena: $5 (ok. 20 zł)

[4.] My Collector Diary
Te zwierzaczki pojawiły się również w 2010 roku by uczcić wprowadzenie pierwszego jaguara (#1419).


Nazwa: Kitten
Numer seryjny: #1628
Średnia cena: $20 (ok. 80zł)


Nazwa: Koń
Numer seryjny: #1629
Średnia cena: $10 (ok. 40zł)

Nazwa: Lovebug
Numer seryjny: #1630
Średnia cena: $13 (ok. 52zł)

[5.] Pet Sitters Club Collection Handbook #1
Serię wydano w 2011 roku z okazji dodania ptaka kiwi (#2015).


Nazwa: Flaming
Numer seryjny: #1890
Średnia cena: $10 (ok. 40zł)

Nazwa: Panda
Numer seryjny: #1891
Średnia cena: $11 (ok. 44zł)

Nazwa: Chihuahua
Numer seryjny: #1892
Średnia cena: $5 (ok. 20zł)

[6.] Pet Sitters Club Collection Handbook #2
Peteczki pochodzące z tej edycji, do sklepów zawitały w 2012 roku na cześć koguta #2358.


Nazwa: Gąsienica
Numer seryjny: #2228
Średnia cena: $7 (ok. 28zł)


Nazwa: Boston Terrier
Numer seryjny: #2229
Średnia cena: $10 (ok. 40zł)

Nazwa: Wydra
Numer seryjny: #2230
Średnia cena: $30 (120zł)

Zastanawiacie się zapewne: "Do cholery, czemu te Pet Shopy są takie drogie?!". Spieszę Wam z odpowiedzią! - najprościej w świecie nie były one po prostu dostępne we wszystkich krajach, rozumiecie - taki rarytas.

Co tutaj jeszcze mogę dodać?

Śmiało możecie pisać w komach, na którego z nich najchętniej byście wydali kasę B) Ja na kotkę #870 <3 Cudeńko!

Niestety muszę już spadać - jest godzina 00:14, a ja jutro (w sumie dzisiaj) mam raniutko wstać, gdyż jadę na wycieczkę do Katowic. Dobra, nie przedłużam więc.

Źródła:
https://lpsmerch.com
https://m.ebay.com


Bądźcie zdrów,
zdobywajcie przyjaciół,
do zobaczenia,
no i cześśśś!
~Galaxis

środa, 9 maja 2018

54) Zostałam sama

Dzień dobry,
po tej stronie nikt inny jak Galaxis i uprzedzając wszystkie pytania - tak, wróciłam, choć właściwie nigdy nie odeszłam. Potrzebowałam tych trzech miesięcy by stać się lepszym człowiekiem grać w MovieStarPlanet, więc teraz przychodzę do Was z nowymi pomysłami jak i nową dawką energii.
Podczas mojej nieobecności zmieniło się tylko to, że z wady wzroku -0,25 przeszłam na prawie -2, jednakże dla Was ta różnica nie będzie w ogóle zauważalna. Co tu jeszcze napisać? Byłam w Anglii, kupowałam mangi, spotykałam się ze znajomymi - ogarniałam sprawy typowe dla nastolatki. Mój konkurs z polskiego, o którym wspominałam Wam już wcześniej, zakończył się. Dostałam się do finału, ale nie na podium. Szkoda. Za to w szkolnym-próbnym-teście-ósmoklasisty zdobyłam 100% B) Tylko mówię... :)


W dzisiejszym jakże boskim wpisie-lisie opowiem Wam pewną historię. Zabierałam się do opisania jej już w grudniu, natomiast, no... coś nie pykło. Znaczy, może inaczej - post został skończony, ale ze względu na swoją beznadziejność usunięty. Jesteście ciekawi o co chodzi? Nie? No cóż, i tak Wam powiem :3 Naturalnie sprawa ta łączy się z LPS, atoli i ja jestem w nią zamieszana. To trochę przykre, wszakże prawdziwe.


a więc było to tak
Ponowną miłością do Littlest Pet Shop zaraziła mnie moja ex przyjaciółka (na potrzebę notki nazwiemy ją Edyta). Wszystko wydarzyło się, gdy w wakacje 2014 złamałam nogę. Edyta przyszła do mnie, do domu i, jak to dzieci, zaczęłyśmy się bawić - czym? Chyba nie sposób się domyśleć, że Petkami! Oczywiście wszystko nagrywałyśmy. Był to nieduży gest, natomiast wystarczył do rozpalenia we mnie ledwo przygasłych płomyczków dawnej, przedszkolnej miłości. W wielkim skrócie - stałam się Ritorupetto (Ritorupetto - nazwa mojego autorstwa, oznacza to samo co Otaku do mang, ale w sensie do LPS - zrobię o tym notkę), Petshopy zagościły w moim mrocznym serduszku.


Jeszcze tego samego roku do "koła zainteresowań LPS" wciągnęłam dwie inne przyjaciółki (z jedną zadaję się do dnia dzisiejszego, z drugą nie chcę mieć kontaktu - mówmy na nie Miranda i Wiwiana).


Ogółem to czwartą klasę (rok 2014-2015) wspominam bardzo dobrze. Wraz z Mirandą i Edytą potrafiłyśmy całe przerwy spędzić na obgadywaniu LPSTuberek/blogerek, na naradzaniu się na temat poszczególnych figurek oraz oczywiście na zabawie. Piękne czasy...
Podczas częstych odwiedzin Mirandy zawsze świetnie się bawiłyśmy, a historie, które wtedy powstały, nadal tworzą część historii głównej mojego miasta. Ogromnie miło to wspominam.


Ten błogi stan trwał mniej-więcej do piątej klasy. Przecież wszystko co dobre szybko się kończy. Mój idealny świat zaczął się walić - ale od początku. W czwartej klasie Miranda dostała roczny szlaban kupowania LPS. Dlaczego? ... bo tak. Nigdy nie usłyszałam jasnej przyczyny, sama Miri nie miała pojęcia dlaczego. Osobiście przypuszczam, iż rodziciele mojej najlepszej przyjaciółki specjalnie wprowadzili ów zakaz, by wyleczyć ją z fascynacji Littlest Pet Shop. Tak to przynajmniej wyglądało. Pewnego razu będąc z Mirandą w jakimś archiwalnym sklepie, zaproponowałam, abyśmy poszukały G2. Zgodziła się, jednakże powiedziała "Ja i tak nie mogę kupić, nawet choćby za złotówkę.". Rodzice musieli ją nieźle podpuszczać, zwłaszcza że wszystko inne zakupić jak najbardziej mogła.


Brak nowych nabytków, brak dolewania oliwy do ognia, sprawił, iż w wakacje 2015 wydusiła, że według niej Peteczki są kiczowate, żałosne, dla dzieci itd. Było mi smutno, jednak z żalem pomyślałam; "Przecież mam jeszcze Edytę i Wiwianę!".
Z Wiwianą rzadko się spotykałam, a teraz to już nawet nie wspomnę, trudno mi więc było stwierdzić, czy nie kolekcjonuje na pokaz. Swoją pseudo przygodę zakończyła rok po Mirandzie. Edyta za to - to od niej przecież się zaczęło! Razem trwałyśmy przy naszych zwierzakach; chodziłyśmy na sesje (z jednej mam nawet posta), wymyślałyśmy historie, ogółem robiłyśmy to samo co z Miri. W drugiej połowie szóstej klasy Edzia również straciła iskierkę. To było widać. Nie chciała, jednakże dać mi tego do zrozumienia.


Dnia 02.12.2017 straciłam i ją. Otrzymałam wiadomość o treści "Może będę sprzedawała LPS (...)".


Myślicie, iż jestem zła na te wszystkie osoby? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE!!!!!! Każdy ma przecież równe prawo do zmiany zainteresowań. Poza tym; dorastamy, a nasz światopogląd ulega wielu przemianom. Z tego co czytałam u Was na blogach, nie każdy miał takie szczęście, że w ogóle zbierał Littlest'y równolegle ze swoimi przyjaciółmi z realnego życia. To takie przykre :C Pisze ten post jak i również apeluję do tych, co aktualnie znajdują się w stanie, w jakim ja byłam około cztery lata temu. Chcę Wam powiedzieć jedną rzecz - cieszcie się tymi chwilami i nie zmarnujcie ich, bo one przeminą, gwarantuję Wam to.


Nigdy - takie brzydkie i dezmotywujące słowo. Choć mam te czternaście lat, smutno mi się robi, gdy pomyślę o nim i jego znaczeniu. NiGdY... phh, też mi coś!


Mawiają, że prawdziwe szczęście jest odczuwalne wtedy, gdy można się dzielić swoimi zainteresowaniami, pasjami z innymi. Zgadzam się z tym w stu procentach. Nie dziwcie się więc, że tak przeżywam te wszystkie straty. Móc z kimś porozmawiać w cztery oczy o LPS jest osiemnaście tysięcy razy lepiej niż przez internet. Przepraszam, ale taka prawda.

Naprawdę nie mam zielonego pojęcia, w jaki sposób zareagujecie na ten wpis. Ja osobiście bardzo się z niego cieszę - wreszcie się wygadałam, uff, nie mogłam dłużej dusić tego w sobie!

model z mojej dziwnej, balkonowej sesji - świetlik Impluvium

Co o tym wszystkim kochani myślicie? Koniecznie dajcie znać w komentarzu!

Za nim odejdę, pragnę się Wam czymś pochwalić :)
Patrzcie na te cudeńka:

"Gdy zapłaczą cykady"

Przyszły dzisiaj!! Cudne są!! Zaczęłam już czytać pierwszą część i szczerze genialna!! Zobaczymy, co będzie dalej ;3333

Bądźcie zdrów,
zdobywajcie przyjaciół,
do zobaczenia
no i cześśśśś!
~GalaxisLPS

wtorek, 6 lutego 2018

53) Wieczne Miasto

Hey, hey, hello!
Po drugiej stronie monitora GalaxisLPS we własnej osobie. Nie spodziewaliście się mnie tu tak szybko, co? Nie zważając na przeciwności losu - jestem! Przyznam, iż ostatnio stokroć lepiej czuję się na bloggerze niż YT. Dlaczego? Wspomniałam o tym w poprzedniej notce ;)

Dnia dzisiejszego, jak zwykle po moim jakimkolwiek wyjeździe, zaprezentuję Wam fotki, które strzeliłam będąc w Rzymie. Nie są to cuda, jednakże, nie da się ukryć, z części jestem naprawdę dumna. Z resztą - ocenicie sami (czy może raczej same xd)!

- Dobra, dobra, Galaxis, weź nie przedłużaj! 
- No okay, okay...

Jesteście gotowi na odbycie wspaniałej podróży przez samo serce Wiecznego Miasta? Czy czujecie tą energię? Tą siłę? - Nie? Szczerze, ja też nie, ale co tam. Jedziemy więc z tymi zdjęciami-prosięciami (błąd celowy, jakby ktoś nie zajarzył)!

Na blogu, tak jak w szkole, najpierw należy zrobić przedstawienie postaci. Ekhehem...! Brązowa suczka z lewej strony to Carmen (nowy nabytek), natomiast ta z prawej to, już chyba Wam znana, Aleksa. Są to siostry.
  Jak możecie zauważyć; do Włoch wzięłam tylko dwie figurki. Czemu tak bidnie? A no dlatego, iż czułam w kościach, że jak wezmę więcej, to wszystkie pogubię. W sumie, nie żałuję tej decyzji. Gdybym zdecydowała się na większą ilość LPS'ków, najpewniej nie miałabym dla żadnego z nich wystarczającej ilości czasu, choć mając tylko dwa i tak przeznaczałam go na czytanie "Nigdziebądź" od Neila Gaimana, a figurki miałam gdzieś.
  Tą fotografię ↑ wykonałam na balkonie naszego ośrodka. Ośrodka? Czy mogę tak to nazwać? To raczej był kawałeczek mieszkania. Więc: tą fotografię wykonałam na balkonie naszego rzymskiego mieszkania. No. Teraz jest to napisane poprawnie.

  Muszę zaznaczyć, iż mieszkaliśmy w dzielnicy (Cipro), gdzie przyjezdnych było niewiele, dzięki czemu mięliśmy szanse przyjrzeć się normalnemu życiu mieszkańców Italii. Well, jeśli mam być szczera, na tyle ile widziałam, Włochy bardzo mi się podobają. Ludzie są jacyś tacy milsi, spokojniejsi... Można tam spotkać też chyba wszystkie narodowości - z główną przewagą Azjatów. To jest genialne! Co do samego włoskiego - świetny język. Codziennie jeżdżąc metrem nauczyłam się kilku słów:

destro - prawo
sinistro - lewo
uscita - wyjście


Hehe, metro uczy i edukuje. Jak gdyby ktoś pytał: najbardziej lubiłam stacje Barberini, Flaminio i Colosseo. Circo Massimo też bym nie pogardziła. Boże święty, po co ja to piszę?!! Wracajmy do Littlest'ów.

To zdjęcie z wyostrzonymi figurkami dałam na instagrama, zalicza się ono do grupy "tych, z których jestem dumna...". Te chaotycznie ułożone figurki mają swój czar. Wgl podczas tego wyjazdu, odkryłam, choć wcześniej już to wiedziałam - teraz tylko w owym przekonaniu się potwierdziłam, że fotki zawierające tą nutkę artystycznego nieładu, są po prostu ciekawsze i lepiej się na nie patrzy. Wyobraźcie sobie tylko, iż Carmen i Aleksa stoją prosto. Co widzicie? Zdjęcie, być może udane, natomiast nieciekawe.

 Macie tak tutaj dla porównania. Które lepsze? Te czy te u góry? W sumie, opinia nie będzie adekwatna, gdyż jest to inna perspektywa, inne miejsce, ale cóż.

*Pozdrawiam ludzi na tej fotografii :P*

Tutaj postanowiłam pobawić się słońcem ☀
Omgggg, nawet sobie nie wyobrażacie, jak cholernie się bałam, że Carmen spadnie mi z tych kamieni w dosłowne, niedostępne zwiedzającym, ruiny. To byłaby masakra! Zwłaszcza, że gości w Petkowicach od niedawna... Lecz spokojnie. Podczas sesji zdjęciowych nie ucierpiał żaden człowiek ani żaden Pet Shop :)

 Gdyby jednak było inaczej, Carmen spoczywałaby teraz gdzieś pomiędzy tymi murami piwnicznymi.

Mimo iż, słoneczko pierwszego dnia nam dopisywało było mi niewyobrażalnie zimno. Ludzie chodzili porozbierania - krótki rękawek itd. - natomiast ja paradowałam w zimowej kurtce, cały czas z rękami w kieszeniach. Musiałam wyglądać jak świruska. Serio. Ciekawe co inni sobie pomyśleli; "O, chyba przyjechała z Afryki, że jej tak zimno!" - a tu nie, it's a prank bro, przyjechałam z Polski, z kraju o klimacie chłodniejszym niż klimat włoski.

*Dwa zdjęcia zewnątrz różniące się tylko ludźmi [wtf]* 

Nie pytajcie mnie, co jest tutaj, bo nie pamiętam. Na stówę jest to kawałek drogi do Czegoś. Forum Romanum? Raczej tak, chociaż nie dam sobie za to ręki uciąć (ani LPS zabrać ;p). Uyy, aż ciarki mnie przechodzą, gdy pomyślę o tym, jak tam było (przynajmniej mi) zimno. Okropieństwo.

🌿🌿🌿 

Za siostrami tysiącletnia historia i, gdy się przyjrzycie, dźwig. Jako ciekawostkę dodam, iż kiedy tam się znajdowałam, przeleciał nade mną, i innymi stworzeniami będącymi tam, helikopter papieski. Zrobił parę kółek i odleciał hen, hen. Był strasznie głośny -.- (w końcu to helikopter).

Widzicie zabudowania z tyłu? To, jak wiadomo, Rzym. Może i nie wygląda tak okazale jak w telewizji, jednakże ma swój prywatny urok osobisty, któremu, stety czy niestety, się poddałam. Z resztą, nie tylko ja! Carmen od dawna pasjonuje się Italią. Wyjazd do Wiecznego Miasta był spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Nikt z Was to czytających, nie jest w stanie pojąć jaka uśmiechnięta i rozradowana była przez cały ten wyjazd! Aż miło patrzeć ;3

❤❤❤

Teraz mała dawka zabytków.

 Ołtarz Ojczyzny
Wiem, że to prawdopodobnie jest troszeczkę dziwne, ale uwielbiam robić zdjęcia pod słońce. Tak, tak - zdaję sobie sprawę z tego, iż jest to wielce nieprofesjonalne, jednakże cieszy moje oczy. Przepraszam xD. Mimo wszystko, fotkę tą uważam za chłam...

Plac Piazza del Campidoglio
Łee, kolejna nieudana fotografia :C Ucięłam górę budynku... Jak żyć (xd)? Jako rekompensatę powiem Wam, iż ten plac zaprojektował Michał Anioł w 1550 roku. Nie mam pojęcia, czy kogoś to w ogóle interesuje, natomiast pamiętajcie - zazwyczaj lepiej wiedzieć za dużo niż za mało.

Ażeby już Was nie męczyć historią, wraz z Aleksą i Carmen, udamy się nad rzekę. Tyber, o ile mnie pamięć nie myli. Byłaby piękny, gdyby ludzie tak jej nie zanieczyścili...

🌊🌊🌊

Spójrzcie na powyższe zdjęcia - niby są takie same, natomiast dosyć się różnią. Istotną rolę odgrywa tu ostrość. Które bardziej do Was przemawia?


"Hey, what a beautiful day
All I need is a taste
Nothing but a good time
Sippin' on sunshine"


Tutaj, moi mili, znowu zabawię się w profesjonalnego przewodnika. Ten obdarty plac przed Wami to Circo Massimo. To właśnie tam odbywały się wyścigi rydwanów. Pomyśleć, że w najlepsze robiłam zdjęcia, stałam, śmiałam się w miejscu, w które wsiąkło tyle krwi, że gdyby ją wydobyć krwiodawstwo nie byłoby już potrzebne...

 🔥🔥🔥


"When it's you and me
We don't need no one to tell us who to be
We'll keep turning up the radio
What if you and I just put up 
A middle finger to the sky?
Let them know that we're still rock n roll"♫


Jak każdy wie - obowiązkowym przystankiem w Romie jest Watykan - oczywiście więc go zaliczyłam. Nie mam jednak z niego jakiś ładnych fotek, dlatego też zaprezentuję Wam ich dość skąpy zbiór.

Dobra; to jest Plac Świętego Piotra widziany z Bazyliki Świętego Piotra. Wysoko, czyż nie?

💫💫💫

Fontanna di Trevi
Jeśli ktoś z Was myśli, że to taka po prostu nieciekawa, szara fontanna - myli się. Łaska z Nieba na mnie spadła, że na fotografii nie ujęłam tej rzeczy ludzi, która się przed nią znajdowała. Doprawdy, rozchwytywane miejsce! Jedna dziewczyna nawet robiła sobie zdjęcia z okazji szesnastych urodzin (miała balony w kształcie 1 i 6, dlatego więc zakładam, że chodziło o urodziny). 

💦💦💦

Ufff, powoli, powolutku zbliżamy się do końca.

Gdy się przypatrzycie, zauważycie, iż Carmen wydaje się dużo bardziej zainteresowana zabytkami niż jej siostra. W sumie - co się dziwić? Aleksa widziała już to wszystko będą w trasie wraz ze swoim zespołem - The Saturdays - a Carmen... ona nawet nigdy nie była za granicą!

Te drzewa wyglądają jak z bajki 🌳

Dalej mam fotki z muzeum, jednakże myślę, iż Was one nie zainteresują. Nie dość, że są brzydkie to tak mało ekspresyjne - jednym słowem żal.pl.

Z całego serduszka pozdrawiam, wszystkich czytających to emosów 👌

I co? Koniec i tocka, jak to mój tata ma w zwyczaju mawiać. Gratuluję, jeżeli wytrwaliście do tego momentu. Jest mi niezmiernie miło.

Nie będę już przedłużać.
Bądźcie zdrów,
zdobywajcie przyjaciół,
do zobaczenia,
no i cześśśśśśśśśśśśśśśśśśs
~GalaxisLPS